Kopalnia w Mrozach
autor: Kamila Juśkiewicz
Znamy to miejsce chyba wszyscy. Miejsce niezwykle intrygujące. Z jednej strony malownicze, ze stawami i otaczającymi je lasami, z drugiej przeszywające jakąś trwogą, budzące niepokój. Jaka historia kryje się w tych wodno-leśnych dolinach? Czas tę historię opowiedzieć. Skłoniła mnie do tego bardzo ciekawa rozmowa, jaką niedawno miałam możliwość przeprowadzić z panem Stanisławem Aniszewskim, który na przełomie lat 50. i 60. XX wieku pracował w tym miejscu na ciężkim sprzęcie i odkrył magazyn bomb z czasów II wojny światowej.
W krainie ozów
Zacznijmy jednak od początku, czyli od prehistorii. Zanim człowiek wykopał tu dołki, to były górki. Nie byle jakie górki, tylko wyjątkowe formy polodowcowe – fachowo nazywające się ozy. Ozy, to wąskie, długie, wijące się nasypy stanowiące pozostałość lądolodu w trakcie zlodowaceń skandynawskich. Wbrew pozorom, to rzadkie formy. Powstawały w szczelinach znajdujących się wewnątrz oraz pod dnem lodowej czaszy, w której przepływały pod ciśnieniem ogromne ilości wody. Taka wewnętrzna rzeka pędziła nawet cztery razy szybciej niż górskie potoki wlokąc ze sobą piasek, żwir a nawet głazy i osadzała je w lodowych tunelach. Po ustąpieniu lądolodu materiał wypełniający kanały uformował wydłużone, nieregularne wzniesienia. Tak powstały żwirowe wały w kształcie wijącej się rzeki przy zachodniej granicy Mrozów Południowych oraz w rejonie Sokolnika – kuflewskiego cmentarza. Proces formowania ozów przekłada się na jakość kruszywa znajdującego się wewnątrz takich form. To najczęściej czysty żwir różnej frakcji, bez domieszki gliny, bardzo pożądany na potrzeby produkcji betonu.
Podziemna rzeka przetrwała, o czym świadczą wewnętrzne źródła. Dzięki nim wyrobiska po eksploatacji wypełniły się wodą a ta zmieniła lokalną biocenozę. Źródła, choć zapewniają zbiornikom dopływ świeżej wody, są niebezpieczne dla osób decydujących się na kąpiel. W powiązaniu z nieregularnym dnem powodują wiry, które w przeszłości skutkowały wieloma utonięciami. Muszę to więc podkreślić, że kopalnia w Mrozach nie jest kąpieliskiem. Pływanie w tym miejscu jest zabronione.
Wydmysy
Wzniesienia w okolicy dzisiejszych Mrozów Południowych już w XIX wieku nazywano Wydmysami. Wydmysy należały do majątku Kuflew, folwarku Wymyśle. Czasami zamiennie używano tych dwóch nazw lub zapisywano Wymyśle vel Wydmysy.
Żwirownia
Dopóki dominowało budownictwo drewniane nikt nie interesował się Wydmysami. Dopiero na początku XX wieku zaczęto odkrywać potencjał tego miejsca. Pierwsze ślady eksploatacji – podłużne wyrobisko w północnej części widać na rosyjskiej mapie z 1915 roku.
Informacja o prowadzonej eksploatacji kruszywa z wydzierżawionej żwirowni w folwarku Wymyśle pojawia się w decyzji Okręgowej Komisji Ziemskiej z 1921 roku w sprawie przymusowego wykupu majątku Kuflew na cele reformy rolnej. Między innymi z tego dokumentu dowiadujemy się, że kruszywo z tej żwirowni wydobywane było na cele odbudowy Mostu Poniatowskiego w Warszawie.
Do żwirowni zostały poprowadzone od stacji w Mrozach boczne tory ze standardowym rozstawem. Tory na całej długości żwirowni aż do Sokolnika widoczne są na mapie z 1939 roku. Świadczy to rozwoju działalności eksploatacyjnej i wywożeniu wydobytego żwiru koleją.
Eksploatacja kontynuowana była po wojnie do lat 60. XX wieku. Po II wojnie światowej boczne tory już nie istniały. Zostały zniszczone albo rozebrane. Kruszywo wożono przyczepami na rampę kolejową a stamtąd pociągami do Warszawy. Poświadczył to Stanisław Aniszewski z Mińska Mazowieckiego, który w latach 1959 i 1960 roku pracował żwirowni w Mrozach dla Warszawskich Zakładów Eksploatacji Kruszywa. To przedsiębiorstwo formalnie kończyło eksploatację tutejszych zasobów na dużą skalę.
Magazyn bomb
Stanisław Aniszewski wspomina: „Zrobiłem uprawnienia spycharek we Wrocławiu w sezonie zimowym. To były kursy operatorów trzymiesięczne. Ukończyłem je z wyróżnieniem. Po śmierci mamy w Mrozach podjąłem pracę w tym wąwozie. Tam społeczeństwo Mrozów czy przedsiębiorcy wybierali żwir do lustra wody. Pilnował ich niejaki Broda. Mieszkał niedaleko. Dalej nie mogli wjechać, bo woda przeszkadzała. Warszawskie Zakłady Eksploatacji Kruszywa dostały zezwolenie na eksploatację z urzędu gminy, że mogą brać żwir na odbudowę Warszawy. To był żwir granulowany, trzy frakcje były. Podjąłem pracę na spycharcę. Moim zadaniem było zdjąć tą warstwę urobku brudną z wąwozu, wyhałdować, aby można było przełożyć na sortownicę – maszynę, która sortowała żwir według frakcji. Małoziarniste z powrotem spadały do wody. Kamienie odrzucali na boki. Zadaniem tej firmy było przewozić żwir z tego wąwozu na rampę w Mrozach. Podstawiali tam po trzy, cztery wagony – lory bez dachu. Robiłem skrywę, ewentualnie podciągałem sortownicę na płozach. Podstawiali przyczepy do któreś taśmy, ładowali i przywozili na rampę i tam pracownicy ręcznie ładowali z przyczep na wagony. Nie tak, jak teraz, gdy są maszyny. Pracowałem na koparce chwytakowej na linach, mogłem zagłębić się. Robiąc skrywę w kierunku Sokolnika w którymś tygodniu natrafiłem na duże głazy. Jak był duży kamień, to lemiesz odpychało, trzeba było się zagłębić, podnieść na linie do góry. Zamiast kamienia trafiłem na bombę. Wyskoczyłem z maszyny. Dotknąłem lemieszem pod zapalnikiem. Obsypałem darniną bombę, wycofałem maszynę. Zameldowałem szefowi. Kierownik przerwał roboty. Saperzy przyjechali za tydzień. W tym czasie wszyscy mieli wolne, bo nie wolno było kopać. Saperzy w którymś wąwozie, tak by nie było to zagrażające dla otoczenia, dla Sokolnika, dla Mrozów, wybrali specjalne miejsce do wybuchu. Przed wybuchem były trzy sygnały ostrzegawcze dla społeczeństwa otaczającego tę żwirownię, aby pootwierali drzwi i okna, żeby fala uderzeniowa nie powybijała szyb. Gdy wysadzili pierwszą bombę, ona odkryła jeszcze chyba ze cztery czy sześć kolejnych bomb w tym miejscu. I tak co drugi dzień były sygnały ostrzegawcze. Trwało to wszystko około dwóch tygodni rozbrajanie terenu z tych bomb. Nie wiadomo co to były za bomby, czy to były jakieś magazyny, czy przywieźli je pociągami i tam magazynowali. Co wysadzili wiązkę, to ona odkrywała kolejne. W końcu stwierdzili, że nic już nie ma. Odłamki z tych bomb leciały na 1,5 km, to była stal grubości 5-6 cm rozgrzana, piekąca, z fosforem. Gdy taki odłamek spadał na pole rolnika, to w tym miejscu było wypalone miejsce.
W 1960 roku poszedłem do wojska. Do pracy w Mrozach nie
wróciłem. Pracowałem w Warszawie. W Mrozach moje przedsiębiorstwo zakończyło
eksploatację.”
Produkcja betonu i prefabrykatów betonowych
W latach 60. XX wieku na wsiach powstawały spółdzielnie usługowo-wytwórcze, których celem było wsparcie budownictwa wiejskiego. W sąsiedztwie kopalni w Mrozach została zlokalizowana taka spółdzielnia. Postawiono tu węzeł betoniarski i rozpoczęto produkcje różnego rodzaju prefabrykatów betonowych. Początkowo beton produkowany był z miejscowego kruszywa. Później żwir dowożono. Majątek spółdzielni przeszedł w ręce prywatne w okresie transformacji ustrojowej. Działalność kontynuowana była przez przedsiębiorstwo „Makrobet”.
Wysypisko odpadów
Do lat 90. XX wieku w części południowej wyrobiska od strony Sokolnika funkcjonowało gminne wysypisko odpadów. Dawne przepisy przewidywały, że każda gmina musiała takie wysypisko sobie zorganizować. Przepisy zmieniły się, gdy ilość produkowanych przez społeczeństwo odpadów stała się ogromna i konieczne było wprowadzenie innych form ich zagospodarowania w celu zmniejszenia poziomu składowania. W 1999 roku powstał Zakład Gospodarki Komunalnej w Mrozach. W gminie Mrozy jako jednej z pierwszych gmin została wprowadzona selektywna gospodarka odpadami. Odebrane od mieszkańców posegregowane odpady trafiały do zakładów przetwarzania spoza terenu gminy. Gminne wysypisko odpadów pod Sokolnikiem zostało zamknięte i poddane wieloletniej rekultywacji. Bardzo długo trwała walka władz gminy z nielegalnym składowaniem odpadów na rekultywowanym wysypisku.
Łowisko
W zbiornikach wodnych w kopalni w Mrozach funkcjonuje łowisko ryb. Zarządza nim Koło nr 24 Polskiego Związku Wędkarskiego. Można tu podobno złowić następujące gatunki ryb: płoć, karaś, lin, jaź, karp, ukleja. Podobno, bo wędkarzem/wędkarką nie jestem, ale podziwiam pasję😊. Zainteresowanych łowieniem ryb odsyłam do Koła PZW.
Boisko do piłki plażowej
I jest też oczywiście urządzone boisko do piłki plażowej zarządzane przez Gminny Ośrodek Sportu i Rekreacji w Mrozach. Od dawien dawna grywano tu mecze. Kiedyś wystarczył sznurek, byle jaka siatka. Dzisiaj są to warunki „jakby luksusowe”. Do tego piękne otoczenie i ciekawa historia, żeby nie napisać prehistoria. Zdecydowanie warto tam zajrzeć.
Plan filmowy
Kiedyś w 2019 roku zajrzała w to miejsce ekipa filmowa i nakręciła sceny do jednego z odcinków serialu TVP „Korona królów”.
Podziękowania
Bardzo dziękuję panu Jerzemu Wierzbickiemu za pomoc w udokumentowaniu wspomnienia pana Stanisława Aniszewskiego. Panu Stanisławowi dziękuję za spotkanie i bardzo ciekawą rozmowę.


