Koloniści (niemieccy) z Mrozów
autor: Kamila Juśkiewicz
Tworzyli Mrozy. Wpłynęli na zagospodarowanie naszych terenów. Tu żyli, mieszkali, pracowali. I wielu z nich tu umarło i tu spoczęło na zawsze. Koloniści początkowo olęderscy, później niemieccy od przełomu XVIII i XIX wieku aż do II wojny światowej, byli ważną częścią mroziańskiej społeczności. Trochę o tym zapomnieliśmy. Odeszli w niepamięć z uwagi na trudne doświadczenia naszej narodowej historii. Czy słusznie? Tym artykułem chciałabym przywołać ich pamięć, wezwać ich nie tyle po imieniu, co po nazwisku. Pokazać, że nie byli anonimowi i nie byli, jak mylnie sądzono po II wojnie światowej, źli tylko dlatego, że mieli niemieckobrzmiące nazwiska. Na pewno, przynajmniej część z nich, bardziej czuła się Polakami niż Niemcami.
Olędrzy
Wiemy, że początek Mrozów dała osada młyńska, o której pierwsza wzmianka w dokumentach pojawiła się w 1674 roku. Do końca XVIII wieku obok tego młyna zostały zlokalizowane jeszcze trzy młyny Kozłowizna, Wymyśle i Dębkowizna. Często dla określenia tych wszystkich młynów przyjmowano wspólną nazwę Mrozy. Młyny były jedynymi osadami na terenie dzisiejszych Mrozów. Należały do dóbr kałuszyńskich, które od drugiej połowy XVIII wieku stanowiły własność rodziny Rudzińskich.
Około 1790 roku wokół młyna Mrozy, dokładnie w rejonie dzisiejszej ulicy Pokoju i Sosnowej, osiedlili się koloniści nazywani w aktach Hollendrami (olędrami). Pod koniec XVIII wieku w Mrozach były cztery gospodarstwa rolne, z czego trzy należały do olędrów o nazwiskach Besler, Szmit i Kunt. (zob. Andrzej Marek Nowik, „Dzieje Mrozów w okresie przedrozbiorowym…” [w] „Mrozy Wieś – Miasto- Gmina”, s. 45-50) Nie byli to przybysze, jak się mylnie wydaje, z Holandii. Mianem olędrów określano osadników różnej narodowości (głównie Polaków, Niemców, czasem Szkotów, Czechów i Węgrów), którzy korzystali z pewnych przywilejów wynikających z prawa stosowanego przez kolonistów fryzyjskich i niderlandzkich takich, jak wolność osobista, wieloletnia bądź wieczysta dzierżawa gruntów, którą mogli przekazywać spadkobiercom. O osadnictwie olęderskim decydowały kwestie prawne, a nie etniczne, religijne czy gospodarcze. Olędrzy emigrowali na nasze tereny z zaboru pruskiego, gdzie pod koniec XVIII wieku znacznie pogorszyły się ich warunki życia. Na wschodzie kusiła ich znacznie tańsza dzierżawa ziemi, niższe obciążenia i brak obowiązku służby wojskowej, która stała w sprzeczności z ich najczęściej mennonickim wyznaniem.
Pierwsi olęderscy osadnicy przybyli do Mrozów z okolic Żbikowa spod Pruszkowa (na polskie tereny mogli przybyć już w XVI wieku). Olędrzy stosunkowo krótko przebywali w Mrozach. Jeszcze w 1804 roku przy okazji narodzin dzieci księgi wspominają o Reymerach, Lintnerach i Kuntach. W 1805 roku nie ma już żadnej wzmianki na temat Olędrów. Jedynie w 1809 roku księgi zanotowały urodzenia dzieci kolonistów w Mrozach o nazwiskach Finga, Laynert, Lank, Lauh i Kraus. Przez następne kilkanaście lat w księgach metrykalnych nie zapisano urodzeń olęderskich dzieci. Prawdopodobnie Olędrów nie było już wtedy na naszym terenie.
Kolonizacja olęderska była pierwszą znaczniejszą próbą zasiedlania naszych terenów przybyszami z zewnątrz. Osadnictwo olęderskie miało jednak charakter krótkotrwały.
Początek kolonizacji niemieckiej
Po 1815 roku istniała pilna potrzeba dźwignięcia gospodarki i zasiedlenia pustek i nieużytków Królestwa Polskiego. Biedniejsi chłopi z terenu Prus i samego Królestwa kuszeni przywilejami i obietnicą taniej ziemi wybierali się w podróż za lepszym życiem na wschód. Wielu z nich za cel podróży wybierało nawet tereny cesarstwa rosyjskiego. I tak Mrozy stały się dla wielu przystankiem na drodze ku lepszemu życiu. Około 1827 roku w Mrozach ponownie pojawili się koloniści z niemieckobrzmiącymi nazwiskami: Szprynger/Springer, Klekte, Kuhn/Kin, Belau, Jansa, Weygner, Wilfort, Libich. W następnych latach na chwilę przybyli jeszcze: Fandrych, Damrezer, Orynt, Hektus, Hildebrand, Krygier, Berno. Nazwiska zmieniały się, co może oznaczać, że jedni wyjeżdżali a inni przyjeżdżali. Ich wszystkich łączyło jedno wyznanie ewangelicko-augsburskie (luterańskie). Dlatego wyznania najsilniejszym ośrodkiem był Węgrów, a później Warszawa. Parafie w Węgrowie i w Warszawie były ze sobą powiązane.
Około 1831 roku w Mrozach zamieszkał ewangelicki nauczyciel Gotlib Paczewski wraz z żoną Anną Chrystyną (z domu Montoanca). W Mrozach przyszedł na świat ich syn Jan Fryderyk. Obecność nauczyciela była bardzo ważna. Ewangelicy kładli duży nacisk na edukację swoich dzieci. Zakładanie szkółek było podstawowym zadaniem lokalnym gmin wyznaniowych. (Odsetek uczącej się młodzieży był wśród protestantów stosunkowo wysoki: w roku 1870 na 1000 protestantów uczyło się 136 osób; u katolików 10; u prawosławnych – 43).
W 1831 roku pojawiła się także pierwsza wzmianka o Woli Kałuskiej jako osadzie zamieszkałej przez kolonistów niemieckich. W późniejszych latach, to właśnie Wola Kałuska, czyli w okolice dzisiejszej ulicy 3 Maja i Adama Mickiewicza oraz północno-centralna część Mrozów stała się miejscem życia wielu kolonialnych rodzin, co potwierdza opis Mrozów z 1891 roku zamieszczony w czasopiśmie „Wędrowiec”.
Ziemie Semmanów
W 1838 roku generał Rożniecki, który od 1818 roku był właścicielem dóbr kałuszyńskich, dokonał darowizny ziem na rzecz lekarza Josepha Antoniego Seemana – członka Kościoła Ewangelicko-Reformowanego (parafii Londyńskich Misjonarzy w Warszawie). W sierpniu 1839 roku Joseph Seeman i jego żona Berta część otrzymanych gruntów położonych w Woli Kałuskiej przekazali na zasadzie wieczystej i oczynszowanej dzierżawy sporej grupie kolonistów. Każdy otrzymał po 15 morgów (ok. 8,5 ha)). Semmanowie pozostawili sobie włók 5, morgów 3, prętów 70 (około 90 ha) – ten teren przyjął nazwę Semanowizna i obecnie stanowi wschodnią część Mrozów. Małżonkowie przekazali również 18 morgów na szkółkę i pastwisko do wspólnego korzystania przez wszystkich mieszkańców Woli Kałuskiej i Semanowizny. (APS, zespół Hipoteka w Mińsku Mazowieckim, sygn. 143 Dobra Kałuszyn, s. 33-35).
Około 1850 roku na tym terenie wzniesiono ewangelicką kaplicę i założono cmentarz. Na początku XX wieku kaplica należała do kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, do parafii w Węgrowie. W Mrozach został ustanowiony kantorat, który zrzeszał wspólnoty ewangelickie z całej okolicy, m.in. z Woli Paprotniej, Cegłowa, Pełczanki, Łączki. Kaplica spłonęła w latach 20. XX wieku. Dzisiaj na jej miejscu stoi Bank Spółdzielczy, obok jest Urząd Miasta i Gminy Mrozy, Gminne Centrum Kultury i remiza Ochotniczej Straży Pożarnej. W 1930 roku mieszkańcy darowali część tych ziem na rzecz powstającej wtedy parafii rzymskokatolickiej z przeznaczeniem na budowę kościoła i założenie cmentarza. Na dawnym pastwisku obecnie powstaje osiedle budynków wielorodzinnych. Jedyną pamiątką po wspólnocie ewangelickiej jest dawny cmentarz zachowany jako teren zielony przy dzisiejszej ulicy Adama Mickiewicza, zlokalizowany obok Gminnego Centrum Kultury.
Koloniści, którzy osiedlili w latach 30. i 40. XIX wieku w większości pozostali w Mrozach aż do II wojny światowej. Znaczącym powodem pozostania w jednym miejscu było uwłaszczenie chłopów w 1864 roku i nadanie ziemi na własność na podstawie ukazu z 1866 roku. Wśród rodzin mroziańskich kolonistów dominowały nazwiska: Spitzer (Spicer, Szpicer), Markwart, Otto, Berghol, Klekte (Kletke), Hofman, Ebert, Hildebrandt, Westfal, Jaster, Fürst, Lehr. W 1921 roku łącznie w Mrozach, Woli Kałuskiej i Semanowiźnie żyło 76 ewangelików, z czego do narodowości niemieckiej przyznawało się 60.
Wzajemne relacje
Nie znamy żadnych wspomnień o pobycie kolonistów w Mrozach. Byli dosyć zamkniętą grupą społeczną. Nie angażowali się w sprawy polityczne. Do 1915 roku nie tworzyli żadnych związków czy organizacji. Mieli na pewno wrogi stosunek do powstań. Nie opowiadali się za żadną ze stron, bo w ich interesie było zachowanie niezależności. Mimo to nie mogli liczyć na specjalne traktowanie. Po powstaniu styczniowym, w związku z uwłaszczeniem, zostali pozbawieni ziemi pod wspomnianą wyżej „osadę szkolną”. Tzw. „osada szkolna” stała się własnością wszystkich mieszkańców Woli Kałuskiej i Semanowizny, a nie wyłączną własnością gminy ewangelickiej. Długo sądzili się i nie wyegzekwowali swoich praw do darowizny Semmanów.
Nasza historia nie odnotowała wrogich zachowań względem tej grupy społecznej jak i ze strony tej grupy. Znamiennym dowodem na zgodne współistnienie ewangelików i katolików w Mrozach przed II wojną światową jest to, że pierwszy proboszcz w Mrozach – ks. Jan Kołodziejski do czasu wybudowania plebanii mieszkał u Leopolda Westfala – pełniącego w Mrozach obowiązki kantora (osoby stojącej na czele gminy ewangelickiej). Komitet Budowy Kościoła wynajął proboszczowi katolickiemu mieszkanie w ewangelickim domu. Ponadto kilku niemieckich kolonistów (m.in. Stefan Westfal, Wilchelm Rauch, Wilhelm Spitzer, Gotlieb Spitzer, Leopold Spitzer) znalazło się na protokole założycielskim Ochotniczej Straży Pożarnej w Mrozach.
Znaczące zmiany przyniosła II wojna światowa. Koloniści niemieccy byli przymusowo werbowani przez Niemców do współpracy, jako „swoi”. Co groziło im za odmowę? W najlepszym przypadku deportacja i utrata majątku. Koloniści z przymusu a nieraz z własnej woli stawali się więc elementem maszyny terroru względem Polaków i Żydów. Nie każdy kolonista niemiecki służył jednak sprawie III Rzeszy. Byli tacy, co pomagali Polakom. Były żony Niemców, które ratowały Dzieci Zamojszczyzny. Był też i Konrad Westfal z Mrozów, który zginął w powstaniu warszawskim i którego m.in. upamiętnia mural na budynku Szkoły Podstawowej w Mrozach.
Po II wojnie światowej koloniści niemieccy opuścili Mrozy. Ich ziemie zostały przejęte przez państwo. O tym jednak napiszę innym razem.


